sobota, 1 czerwca 2013

Overworked

Pochłonęły mnie moje marzenia. Pochłonęły mnie do tego stopnia, że zabrakło miejsca na kontynuowania wpisów na tym blogu. Blog mój zresztą chyba już stracił swoją poprzednią formę, dokumentowania wycieczek i wypraw rowerowych, a to dlatego, że rowerem jeżdżę dużo mniej niż np. biegam. Po pierwsze postanowiłem wreszcie zamknąć sprawę maratonu. Skusiła mnie impreza organizowana 21 kwietnia w Warszawie a nazywająca się Orlen Warsaw Marathon. Napisałem skusiła, bo w rzeczy samej tak było, za atrakcyjną ceną szedł bogaty pakiet startowy i świetne przygotowanie medialne, łącznie z kalendarzem przygotowań do maratonu. Wydrukowałem więc sobie kalendarz treningowy i rozpocząłem przygotowania już w grudniu. A przecięty miesiąc moich przygotowań prezentuje się w ten sposób Więc ma się rozumieć trudno tu o jakieś swobodne wycieczki rowerowe. Na szczęście moja determinacja została nagrodzona i udało mi się ukończyć maraton tak jak chciałem, tzn. bez przystanków, spacerków a cały czas biegnąc, może tylko czas był trochę gorszy od moich oczekiwań ale nie mogłem tego wiedzieć jak ciężki to bieg, bo robiłem to pierwszy raz. Gdybym miał to przyrównać do czegoś, by uświadomić co to za uczucie, to porównałbym to do świadomego autotorturowania, np. powolnego wbijania sobie drzazgi pod paznokieć i przekonywania siebie, że to co robię jest dobre i muszę to wytrzymać. Szczególnie ciężki jest koniec tej tortury, gdy już człowiek czuje że nie może,a każdy nerw w jego ciele krzyczy: STOP! WYSTARCZY! Mózg przekonuje: NIE DASZ RADY! A ty wbrew temu wszystkiemu, biegniesz i zostajesz sam ze swoją walką, sam z siłą woli, bo reszta odmówiła posłuszeństwa. Lecz gdy przekraczasz linię mety i wyszarpujesz tą drzazgę spod paznokcia, czujesz tak silną euforyczną ulgę, że gwarantuję, nigdy nie przeżyłeś tak silnego uczucia szczęścia. Przekraczając linię mety, rozpłakałem się jak dziecko, emocje były tak silne, że rzuciłem się na trawę opatulony w folię termiczną i przez pół godziny próbowałem się uspokoić. Czy warto było? A jak myślicie? :-) Na zdjęciu z mety podany jest czas brutto dlatego mój prawdziwy czas to 4 godziny 30 min. Minął ponad miesiąc od maratonu a ja znów nie mam na nic czasu, tym razem za sprawą pracy i problemów rodzinnych, ale tak to już jest na tym świecie. Dawno zaczął się też sezon rajdów na orientację, dlatego tydzień temu mimo przepracowania postanowiłem wziąć udział w Kaszubskim Rajdzie na Orientację z Kompasem. Imprezę tą udało mi się dwa lata temu wygrać, a w zeszłym roku przez problemy z alergią i płucami musiałem odpuścić po 37 km. W tym roku nałykałem się tabletek na alergię, choć w warunkach w jakich przyszło nam walczyć trudnoo mówić o pyleniu roślin, gdyż całą noc padał ulewny deszcz. Z dystansem 1,5 maratonu tj. około 60 km, zmierzyłem się wraz z siostrzeńcem mojej żony Piotrkiem, pod szyldem na prędce wymoślonego JAK NIE JAK TAK TEAM. W zasadzie szans na zwycięstwo nie mieliśmy żadnych i zdawaliśmy sobie z tego sprawę, odkąd rajd wydoroślał i znalazł się w kręgu zainteresowań napieraczy na najwyższym poziomie. Ale postanowiliśmy wziąć się za bary z dystansem i maksymalnie się "złomotać". Było ciężko. Deszcz zaczął padać coś koło 18:00 i do rana już nie odpuścił. Dlatego do 18:11 biegaliśmy, w tym czasie zrobiliśmy około 23 km, a po powrocie do bazy (bo 7 punkt znajdował się właśnie w bazie) przebraliśmy się w płachty przeciwdeszczowe i wyruszyliśmy już spacerkiem. Na nic zdały się nasze zabiegi by nie moczyć butów, po pół godzinie mieliśmy bagno w butach, po jakimś czasie przestaliśmy uważać na przeszkody wodne, błotne i bagna. Pewnie dlatego udało nam się skrócić trasę, bo organizator przewidział że pewne przeszkody terenowe są nie do przebycia, a my udowodniliśmy, że się mylił. Nie obyło się też bez dramatycznych wydarzeń, jak np. zgubienie mapy przez Piotrka i ponowne wracanie około 1 km przez bagno, które w sumie przebyliśmy 3 razy, atak rozwścieczonych burków, bo jakoś tak fajnie wiele dróg teoretycznie przebiegających obok domostw, prowadzi przez prywatne posesje i podwórka. Koniec w końcu okazało się że tą wyjątkowo trudną rywalizację ukończyło bardzo niewielu, wśród nich znaleźliśmy się my i zajęliśmy trzecie miejsce, z czasem 12 godzin i 16 minut. IV Kaszubski Rajd na Orientację z Kompasem at EveryTrail
EveryTrail - Find the best hikes in California and beyond